Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dokumenty. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dokumenty. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 21 lipca 2015

Wiza do USA

Postanowiłam, że załatwię wizę dopiero jak przyślą moje dokumenty z USA. Przyszły pod koniec czerwca, więc zabrałam się za wypełnianie dokumentów. Dla studentów wymiany jest specjalna wiza nieimigracyjna - J-1. Po pójściu do fotografa, usiadłam do komputera w piątek wieczorem. W czwartek odblokowali stronę wizową (przez prawie cały czerwiec mieli problemy techniczne, możliwe że było to włamanie hakerów). Wniosek trzeba wypełniać po angielsku, oprócz standardowych pytań o dane osobowe, są też bardzo dziwne pytania typu: "Czy masz zamiar zająć się prostytucją?", "Czy wspierasz terroryzm?", "Czy brałeś udział w ludobójstwie?" i inne tego typu sprawy. Po wypełnieniu wniosku należy uiścić opłatę w wysokości 160$ oraz zapłacić za SEVIS. Następnie należy wybrać miejsce spotkania z konsulem (Warszawa lub Kraków, ja jechałam do stolicy) i datę (ja wybrałam najwcześniejszą z dostępnych, czyli wtorek 30 czerwca, godzina 8.30). Niestety okazało się, że strona SEVIS jest zablokowana i odblokują ją dopiero w poniedziałek rano (29 czerwca). Lekko spanikowałam, bo to niecałe 24 godziny przed moim wyjazdem do Warszawy. Na szczęście rano w poniedziałek zapłaciłam bez problemu (180 $). 
Razem z rodzicami wyjechaliśmy we wtorek wcześnie rano. Pojechaliśmy na śniadanko do McDonalda i około 8.00 byliśmy już przed ambasadą. Tworzyła się już kolejka kilkuosobowa, więc dobrze, że byliśmy trochę wcześniej. Słyszałam, że warto umawiać się na wizyty o wcześniejszych godzinach, bo później kolejka jest coraz dłuższa. Ja nie miałam jednak wyboru, bo to była jedyna wolna godzina tego dnia. Gdy nie ma się osiemnastu lat można wejść do ambasady z rodzicem. Mój tata poczekał przed wejściem z naszymi torbami, a ja i moja mama weszłyśmy do środka. Na teren ambasady nie można wnosić wielu przedmiotów, m.in. napojów czy telefonów, więc lepiej w ogóle nie brać ze sobą toreb (jeśli jest taka możliwość). Na początku przechodzi się przez kontrolę osobistą (każą podciągać nogawki, jeśli ma się długie spodnie). Następnie przez kontrolę dokumentów. Jeśli wchodzicie z rodzicami, oni muszą mieć przy sobie dowód tożsamości. Następnie schodzi się na dół i czeka w kolejnej kolejce. Po podejściu do okienka przydzielają numerek i sprawdzają czy uiściło się opłaty. I w tym momencie u mnie pojawił się problem. Pan powiedział, że za wizę opłata doszła, lecz za SEVIS jeszcze nie. Znaczy on widzi, że została zapłacona, ale jeszcze się nie zaksięgowała, bo na to potrzeba 48 godzin, a u mnie było 22 godziny. Mimo iż, powiedziała, że nie mogłam wcześniej zapłacić, bo system był zablokowany, Pan z okienka dał mi karteczkę z tzw. "tymczasową odmową wizy". Usiadłam na krzesełkach w kolejce do następnego okienka i już myślałam, że się rozpłaczę. Jednak miła Pani z zagranicznym akcentem poinformowała mnie, że mogę przejść procedurę dalej, tylko paszport przyślą mi kilka dni później, bo zaczną procedurę, jak zaksięgują SEVIS. Uffff, na szczęście nie musiałam ponosić żadnych dodatkowych opłat czy ponownie przyjeżdżać do Warszawy. W następnym okienku pobierali odciski z wszystkich 10 palców. Zbliżałam się już do końca, znów musiałam czekać, ale przede mną była już tylko rozmowa z konsulem. Z dodatkowych informacji mogę jeszcze powiedzieć, że jeśli macie złe zdjęcie to w ambasadzie jest budka do robienia zdjęć, więc nie musicie się tym stresować (na wizę jest wymagane specjalne zdjęcie - kwadratowe, więc nie można dać paszportowego czy legitymacyjnego). 
Sama rozmowa z konsulem była przyjemna. Dla osób ubiegających się o wizę J-1, rozmowa odbywa się po angielsku. Miła Pani pytała mnie o plan podróży, o moją host rodzinę, pytała czy byłam wcześniej w USA, kto płaci za mój wyjazd i dlaczego zdecydowałam się jechać na wymianę. Na szkoleniu w Bydgoszczy mówili nam, że warto wspomnieć, że jedzie się z Rotary i rzeczywiście jak o tym powiedziałam, Pani miło się uśmiechnęła i powiedziała, że nie mam się stresować tym SEVISEM, oni się tym zajmą. Oddałam jej mój paszport i wszystko było załatwione. Podczas wypełniania wniosku napisałam, że chcę odebrać wizę z paszportem w punkcie w Poznaniu (na ul.Wybieg). Po wyjściu z ambasady moi rodzice stwierdzili, że możemy pozwiedzać trochę stolicę, skoro już się pofatygowaliśmy i jechaliśmy kilka godzin. Było dosyć wcześnie, cała wizyta w ambasadzie zajęła około półtorej godziny. Chcieliśmy iść do Muzeum Historii Żydów Polskich, ale okazało się, że we wtorki mają zamknięte. Udaliśmy się więc do Pałacu w Wilanowie. Później pojechaliśmy na Starówkę na obiad i wieczorem wróciliśmy do domu do Poznania.

Pałac w Wilanowie

Ogród koło Pałacu w Wilanowie
Po mniej więcej tygodniu dostałam maila, że mój paszport czeka do odbioru w punkcie TNT. Mój tata odebrał paszport z wizą i wszystko jest okey (rodzic może odebrać paszport osoby niepełnoletniej za okazaniem dowodu osobistego, w innym razie trzeba napisać upoważnienie). Żeby odebrać paszport należy zabrać ze sobą kserokopie paszportu (trzeba ją wykonać przed wyjazdem do ambasady, bo paszport zostaje u nich) oraz potwierdzenie wizyty w ambasadzie, czasem także akt urodzenia (zależy od punktu).
Dokumenty, które trzeba zabrać ze sobą do ambasady to oprócz paszportu, potwierdzenie umówionego spotkania, potwierdzenie zapłacenia opłaty wizowej i SEVIS, potwierdzenie wypełnienia formularza DS-160.
P.S. Po otrzymaniu wizy warto sprawdzić czy wszystkie dane są poprawne. Moja znajoma Ewa (druga osoba, która jedzie na RYE z Poznania, ona wyjeżdża do Idaho, USA) miała złą datę ważności wizy i musiała odsyłać w celu poprawy. Na to czeka się dwa tygodnie.

niedziela, 19 lipca 2015

Moja Host Family

Podczas RYE mieszka się u kilku rodzin goszczących, przeważnie dwóch/trzech. Jednak ja na razie znam tylko jedną rodzinę.

BUSH FAMILY
Adres: Maumee, Ohio, USA
Dystrykt Rotary: 6600
Zwierzęta: kot
Członkowie rodziny:
  • Host Father - Dennis Scot Bush: urodzony w USA, z zawodu pisarz, rocznik '68
  • Host Mother - Glenda Cabungcal Bush: urodzona na Filipinach, z zawodu Treasury Manager w firmie z częściami samochodowymi, rocznik '68
  • Host Sister - Rachel Bush: rocznik '99
  • Host Brother - Daniel Bush: rocznik '03
Mój pokój: na drugim piętrze, wymiar 14'x14', dwie duże szafy, dzielony z Rachel
Opis domu: dom jednorodzinny, 3 sypialnie, 2,5 łazienki
Zainteresowania Host Parentsów: pisanie, czytanie, oglądanie sportów, jazda na rowerze, kajakarstwo 
Zainteresowania dzieci: czytanie, gra na gitarze i pianinie, sztuka, baseball, video games, śpiewanie, musicale, crochet
Informacje o miejscu zamieszkania: Maumme, przedmieście Toledo, Ohio; populacja: 16 000, godzina drogi od lotniska w Detroit, w pobliżu kino, muzeum, budka z lodami, park, publiczna biblioteka






piątek, 17 lipca 2015

Nikt nie mówił, że będzie łatwo

To, że o wymianie dowiedziałam się dosyć późno miało swoje plusy i minusy. Z jednej strony pierwszy semestr przeżyłam "normalnie", bez problemów typowych dla wymieńców, ale z drugiej strony musiałam wypełnić aplikację w 5 DNI! 
Zaczęło się oczywiście od tego, że musiałam iść do wychowawczyni. I tu pojawił się problem, bo skoro jej powiem to ona na pewno powie o tym na forum klasowym, a nie chciałam, żeby moi przyjaciele dowiedzieli się przez przypadek. Dlatego cały poniedziałek spędziłam na rozmowach z moimi znajomymi i odpowiadaniu na pytania, na które sama nie znałam jeszcze odpowiedzi. Gdzie dokładnie jedziesz? Kiedy wylatujesz? Kiedy poznasz rodzinę? Kto będzie u Ciebie mieszkał? Wszystkim ze spokojem odpowiadałam, że w swoim czasie się dowiem, ale nagle sama zaczęłam się tym denerwować...
W końcu we wtorkowy poranek przyszedł czas na rozmowę z moją wychowawczynią. Już wyobrażałam sobie jak zacznie mi mówić o maturze, studiach i przyszłości. Ale spotkało mnie miłe zaskoczenie. Zamiast wywodów o niebezpieczeństwie czy stracie roku usłyszałam: "Nie mów mi więcej, bo coraz bardziej zazdroszczę". Po kilku minutach przyjemniej rozmowy z optymistycznym nastawieniem poszłam na resztę lekcji. Po szkole szybko do domu, bo musiałam wypełniać niekończące się rubryczki z pytaniami o podstawowe dane, jak i religię, dietę czy zainteresowania. Aplikacje dla Rotary musi być wypełniana po angielsku bez względu na to, gdzie się chce jechać. Ale język nie był problemem. Mój tata pojechał po zaświadczenie do dentysty, a ja drukowałam kolejne strony. Na szczęście po telefonie do Pana Radosława okazało się, że skoro moja mama jest lekarzem to może wypełnić strony medyczne i nie muszę iść do lekarza rodzinnego. Następnego dnia udałam się do szkolnego sekretariatu po kopię świadectwa i wypełnienie rubryczek o szkole oraz odebrałam referencję od mojej wychowawczyni. W domu wypełniałam ostatnie strony, razem z rodzicami podpisywałam regulamin i robiłam zdjęcia domu. Ta łatwiejsza strona była za nami. Następnie moi rodzice musieli napisać list, w którym odpowiadali na pytania typu: "Dlaczego uważasz, że Twoje dziecko powinno jechać na wymianę?" lub "Dlaczego jesteś dumny/a ze swojego dziecka?". Ja niestety też musiałam napisać list. Odpowiadanie na pytania dotyczące moich zainteresowań lub osiągnięć nie należy do moich ulubionych czynności, ale jakoś przebrnęłam. Szybkie załatwienie tłumacza (świadectwa i listy moich rodziców, którzy słabo znają angielski) i po ciężkich bojach udało się wypełnić wszystkie dokumenty. Tak przynajmniej myślałam.
Jednak jak dzisiaj patrzę na moją teczkę z wszystkimi dokumentami (ponad 100 stron) nie jestem w sanie stwierdzić kiedy to wszystko wypełniłam. Oprócz standardowej aplikacji, dosżło jeszcze między innymi potwierdzenie umiejętności porozumiewania się w języku angielskim podpisane przez nauczyciela, dokumenty wizowe, dokumenty, które przysłali z USA, dokumenty potwierdzające otrzymanie dokumentów z USA, elektroniczny bilet lotniczy czy wszelkiego rodzaju informatory (o wycieczkach czy wskazówkach co zabrać). 

Pomijając tą stratę papieru to naprawdę wiele rubryczek trzeba wypełnić, żeby wyjechać na wymianę, ale czego się nie robi, żeby spełniać marzenia!